Pages Menu
   
Recall Healing
Categories Menu

31 marca 2014

Nazwać, uznać, odrzucić

Gilbert RenaudRudolf Steiner w swojej antropozofii mówi: Za każdym razem, kiedy się od czegoś uwalniamy, jednocześnie uwalniamy 10 tys. ludzi. Niejako zmuszamy te 10 tys. osób, aby popracowały nad sobą. Skąd taka liczba? Kiedy studiujemy drzewo genealogiczne, to zwykle 7–8 pokoleń wstecz, co w sumie da nam średnio 2300 osób, ale gdybyśmy sięgnęli jeszcze jedno pokolenie dalej – otrzymamy 10 tys. Procesy zmian możemy rozumieć na poziomie biologii, ale również w aspekcie duchowym. Carl Jung powiedział, że to, co nie wróci do naszej świadomości, nie zostanie do niej przywołane – powróci do nas jako nasze przeznaczenie.

Choroba sama w sobie nie jest naszym wrogiem. Naszym wrogiem jest ignorancja. Jakże często mówimy: złapałem grypę, dopadło mnie przeziębienie. Na skutek naszej ignorancji uważamy, że jesteśmy ofiarą choroby, tymczasem jest ona rozwiązaniem naszego mózgu, które ma na celu utrzymanie nas przy życiu tak długo, jak jest to możliwe. Wydaje się nam, że to my decydujemy, ale tak naprawdę kontrolę sprawuje nasz mózg. Można powiedzieć, że Recall Healing jest uzdrawianiem przez przypomnienie, pomaga nam zidentyfikować konflikt emocjonalny i inicjuje proces zdrowienia.

Zebrałem wiedzę wielu moich nauczycieli i mentorów, i wdrożyłem ją. Jeden z nich – dr Claude Sabbah – opisał 10 tys. przypadków wyzdrowienia osób, którym on i jego uczniowie udzielili konsultacji. Oczywiście to nie znaczy, że zadziałała tylko jedna metoda. Czasami uzdrowienie może być efektem kilku różnych działań. Recall Healing to bardzo cenna wiedza, ale nie jest panaceum. Jeśli zdarzy się, że osoba, z którą pracujemy, nie może wyzdrowieć, widocznie potrzebuje innej terapii. Ze swojej strony robimy wszystko, co możliwe, ale nigdy nie wymagamy od chorego, aby zaprzestał leczenia medycznego. My zajmujemy się tylko emocjonalnym aspektem uzdrawiania.

Współpracuję z wieloma lekarzami w Kanadzie i (głównie) w Stanach Zjednoczonych. Często przysyłają do mnie swoich pacjentów w momencie, gdy już wypróbowali wszystkie sposoby i żaden nie zadziałał. To dla mnie trudne, ponieważ są oni w bardzo ciężkim stanie, można powiedzieć – u schyłku życia. Niektóre przypadki kończą się śmiercią, ale są sytuacje, gdy chorzy zaczynają zdrowieć. Dlaczego? Ponieważ zrozumieli, co jest przyczyną ich choroby. Trafiła do mnie 48-letnia kobieta, u której zdiagnozowano raka płuc i przerzuty w trzech miejscach. Była po chemioterapii, konsultacjach z wieloma lekarzami. W trakcie naszej pracy okazało się, że jej babcia, po której nosiła imię, zmarła na raka płuc w wieku 49 lat. Prawdopodobnie jej matka, kiedy ją urodziła, nie zakończyła żałoby po stracie matki, a w tym momencie dziecko dostaje komunikat: „Bądź takie, jak moja mama”. Kobieta zachorowała więc tak, jak babcia. Ale gdy uświadomiła sobie, że niesie program, który nie jest jej, spowodowało to proces uzdrawiania. Ten przypadek był łatwy, ale kiedy przychodzi chory, nigdy nie wiadomo, co może zadziałać. Dlatego mimo wiedzy, jaką posiadam, rozmawiając z pacjentami, prowadząc zajęcia, zawsze mam wrażenie, że poruszam się po bardzo kruchym gruncie. Nigdy nie zakładam, że wiem wszystko. Jest bardzo wiele dróg, które mogą doprowadzić nas do choroby i jest wiele dróg, które mogą nas przywrócić do zdrowia. Chodzi tylko o to, aby dotknąć właściwego punktu. A żeby to zrobić, trzeba zadać choremu właściwe pytanie, aby mógł przypomnieć sobie, co wydarzyło się, zanim zachorował. Dzięki temu mamy dostęp do konfliktu, który leży u podłoża danego schorzenia, konsekwencją czego jest reakcja uzdrawiania.

Mark Twain powiedział: Odpowiednie słowo jest kluczem do wszystkiego. Gdy znajdziesz słowo, które doskonale pasuje – efekt zarówno fizyczny, jak i duchowy jest błyskawiczny.

To bardzo ważne, dlatego że wiele przyczyn naszych chorób związanych jest z sytuacjami, które wydarzyły się, kiedy byliśmy młodzi. Mogą to być programy, które „zainstalowały się” w okresie płodowym, mogą pochodzić z trzeciego pokolenia wstecz, a czasami programem może być jakieś słowo, które usłyszeliśmy z ust rodziców bądź nauczyciela. Ważne jest, żeby nie tylko terapeuta odkrył przyczynę choroby, ale też by chory usłyszał o niej we właściwy sposób. Dlatego czasami terapeuci pracujący metodą Recall Healing zachowują się jak komedianci. Próbuję wszystkich możliwych sposobów, żeby znaleźć sieć powiązań, a także, aby zmusić pacjenta do pracy. Bo jeśli pacjent przychodzi z nastawieniem, że to terapeuta go uzdrowi, bardzo często nie osiągamy pozytywnych efektów. Pracowałem z 33-letnim mężczyzną chorym na raka wątroby. Był już skazany na śmierć. Kontaktowaliśmy się przez Skype’a. W pewnym momencie odkryłem przyczynę jego choroby. Można rzec – bardzo trywialną. Spytałem: „I z tak głupiego powodu chcesz umrzeć?!”. Wściekł się potwornie. Okazało się, że naszej rozmowie przysłuchiwała się jego żona, która wiele razy mówiła mu to, co teraz usłyszał ode mnie. Wyszło więc na to, że miała rację. Ten wybuch złości spowodował, że zaczął mówić. Minęło 6 lat, a on nadal żyje. Nieważne jest, że chory się wścieka, kierując w naszym kierunku całą agresję – najważniejsze, że czasem taka uwolniona złość pomaga wyzdrowieć. Bo gdy szarpią nami emocje, a my nie chcemy o nich mówić, blokujemy energię wątroby i zaczyna się proces umierania. Dlatego musimy znaleźć sposób, aby sprowokować pacjenta do rozmowy.

Mówiąc o uzdrawianiu w Recall Healing, zawsze mówimy o poziomie biologii, fizjologii. Dla biologii świadomość jest wszystkim. Świadomość pomaga nam wyzdrowieć. Być może mamy wiedzę, ale bardzo często jej nie stosujemy. Tymczasem liczy się to, co z nią robimy. W momencie gdy dostarczymy naszej świadomości wszystkie informacje – możemy zacząć proces odpuszczania. W Recall Healing mamy motto: Nazwać, uznać, odrzucić. I bardzo często to odrzucanie, „wyrzucanie do śmieci”, robi za nas mózg.

Jest taka stara chińska opowieść o cesarzu i mędrcu. Mędrzec rzekł cesarzowi: Przeszłość jest zawsze obecna w naszym codziennym zachowaniu, nawykach i automatycznych reakcjach. Wyobraź sobie, że kiedy miałeś 5 lat, mężczyzna w czerwonym płaszczu uderzył cię kijem. Od tej chwili za każdym razem, kiedy ujrzysz kogoś ubranego na czerwono, twoja pamięć odtworzy wspomnienie z przeszłości i będziesz ponownie obawiał się uderzenia. Korzyść z analizowania swojej przeszłości polega na tym, że rzucając światło świadomości na przeżyte sytuacje, możesz uleczyć swoje rany. Tylko ten, kto uwolnił się od wspomnień strachu i doznanych krzywd, jest w stanie żyć w teraźniejszości pełnią życia nie splamionego przeszłymi wspomnieniami. Ktoś taki staje się niezależny od swojej przeszłości. Ktoś taki staje się również w pewnym sensie nieprzewidywalny, jako że jego zachowanie nie jest już podporządkowane przyswojonym nawykom, lecz głosowi intuicji. Intuicja jest jak źródło świeżej wody, które stale się odradza, przynosząc duszy cudowną inspirację, zawsze wolną od smutku, niedoli i strachu, które zatruwają życie człowiekowi. Dlaczego przytaczam tę historię? Często przychodzą na terapię osoby, które nie chcą mówić o negatywnych rzeczach, uważają, że zawsze należy patrzeć pozytywnie, stosują w tym celu odpowiednie afirmacje. Owszem, praca z afirmacjami może przynieść korzyści, tyle tylko, że działa na poziomie psychiki, a nie na poziomie biologii. Jest dobra, aby zmienić programowanie na przyszłość, ale przeszłość możemy zmienić tylko wtedy, gdy świadomie zdamy sobie sprawę z tego, jaki program powinniśmy usunąć.

Czasami idziemy na warsztat, po którym czujemy się świetnie. Wydaje się nam, że od tego momentu nasze życie stanie się lepsze. Czujemy się tak przez tydzień, dwa, po czym odwiedzamy rodziców i całe dobre samopoczucie ulatuje, bowiem w nasze relacje wkradł się pewien dysonans. Otóż okazuje się, że w momencie, kiedy uwalniamy się od swojej przeszłości, jesteśmy innymi osobami, nie zachowujemy się tak jak wcześniej, a przez to wszyscy, którzy są wokół nas, czują się trochę niekomfortowo, szczególnie zaś nasi rodzice, którzy chcą, żebyśmy byli tacy jak zawsze, bo takich nas kochają. Może się też zdarzyć, że w momencie, gdy zaczynamy oczyszczać naszą przeszłość, znajdujemy powiązania pomiędzy różnymi sytuacjami i poczujemy się w rodzinie trochę osamotnieni. Lecz docelowo skutkiem naszej głębokiej zmiany jest zmiana naszych najbliższych.

W trakcie kursów, które prowadzę, przytaczam wiele historii. Skłaniają one nasz mózg do pracy, aby znajdował pewne powiązania. I czasami uzdrawianie następuje przez sam fakt, że jakaś historia została opowiedziana, bowiem dzięki niej pozbyliśmy się szkodliwego programu. Jednym z nich jest program raka trzustki, który ma ścisły związek z tym, że z jakiś powodów dziecko nie zna swojego biologicznego ojca. W Recall Healing pytamy: „Kto jest dzieckiem, które nie nosi nazwiska swojego ojca?”. Można by pokusić się o stwierdzenie, że niejako każdy z nas taki program nosi, ponieważ historie rodzinne potrafią być bardzo zawiłe.

Zależność tę odkrył jeden z moich mentorów – dr Gerad Athias. Kiedy zajmował się chorobami trzustki, jego żona – kinezjolog i specjalista akupunktury – pracowała z końmi wyścigowymi, z których wiele miało stan zapalny właśnie tego narządu. Wspólnie zaczęli szukać przyczyny. Badali nie tylko konie, ale także ich rodowody, czyli drzewo genealogiczne. Okazało się, że wszystkie chore konie miały ten sam problem – nie zostały nazwane po swoim ojcu. Dlaczego? Po prostu ich rodowody sfałszowano. Kiedy odkryto tę historię – konie wyzdrowiały. Dr Athias wyciągnął wniosek, że jest to bezpośrednią przyczyną zapalenia trzustki; może nie jedyną, niemniej jednak ważną. Ale skąd koń może wiedzieć, że nie został nazwany po swoim biologicznym ojcu?! Ponieważ mózg wie! W naszych mózgach zapisane są dane dotyczące wszystkich zdarzeń z naszego życia, z życia naszych przodków, wszystkiego, co dotyczy poziomu biologii.

Historię z końmi Gerard Athias opowiedział na swoich warsztatach. Po kilku dniach uczestnicząca w nich kobieta przysłała na konsultację swojego 40-letniego syna chorego na raka trzustki. Athias napisał na tablicy pytanie: „Kto jest dzieckiem, które nie nosi nazwiska swojego ojca?”. Mężczyzna odpowiedział: „Nie wiem”. A Athias na to: „Dziękuję. Koniec konsultacji. Płaci pan 100 euro”. – „Pan żartuje?!”. – „Nie. Poproszę moje honorarium”. Pacjent wyszedł wściekły. Dwa dni później odwiedziła go jego matka i zapytała: „Jak tam wizyta u dr Athiasa?”. – „Ten facet jest szalony!”. – „Dlaczego?”. – „Zadał mi pytanie: Kto jest dzieckiem, które nie nosi nazwiska swojego ojca?!”. Matka w tym momencie zbladła: „To ty kochanie!”. I opowiedziała mu historię, że zaraz po ślubie młody małżonek nie bardzo dbał o żonę. Ale za to sąsiad był miły. I pewnego dnia coś się między nimi wydarzyło. A gdy po 9. miesiącach na świecie pojawiło się dziecko, utrzymywała męża w przekonaniu, że jest jego. Koniec tej opowieści jest taki, że mężczyzna wyzdrowiał. Wystarczyło, że usłyszał tę historię.

Z kolei ja pracowałem m.in. z 54-letnią kobietą, chorą na raka trzustki. Zadałem standardowe pytanie: „Kto jest dzieckiem, które nie nosi nazwiska swojego ojca?”, i usłyszałem: „Na pewno nie ja”. Zastosowałem odpowiednią procedurę – spytałem, co wydarzyło się w jej życiu rok wcześniej. – „Nic”. – „A czy coś wydarzyło się w połowie pani życia, czyli w wieku 27 lat?”. – „Nic”. Lecz po chwili wybuchła płaczem i zaczęła opowiadać: „Miałam aborcję. Pracowałam jako sekretarka. Moim szefem był żonaty facet, miał dwójkę dzieci… Nie mogłam rozbijać rodziny”. Dla tej kobiety zakochanej w niedostępnym dla niej mężczyźnie, jedynym wyjściem z sytuacji była aborcja. A ponieważ jest katoliczką, miała pełną świadomość grzechu, jaki popełniła. Jedynym wyjściem, było „ukrycie go”. Lecz to nie my decydujemy o tym, że chcemy być w stanie zaprzeczenia. To proces automatyczny. Dlaczego? Bo prawda może nas zranić.

Opracowała Irena A. Stanisławska