Pages Menu
   
Recall Healing
Categories Menu

22 lipca 2013

Moskiewskie Mosty

Drodzy Przyjaciele, witajcie!

Właśnie wracam po pełnych wyciszenia wakacjach (aż czterodniowych!) z plecakiem, podczas których skakałam przez płoty i brodziłam przez rzeki. Wśród natury przypominają mi się myśli stoików o sympathei. Utrzymywali oni, że wszystkie byty na ziemi połączone są niewidzialnymi nićmi, a zatem jesteśmy obdarzeni zdolnością współodczuwania, empathei. Stąd może w języku francuskim czy angielskim pojęcie „kolega” odnosi się jedynie do współpracowników, a gdy kogoś znamy poza kręgiem zawodowym, zasługuje on na miano przyjaciela.

Tym razem chciałam się z Wami podzielić moimi wrażeniami po treningu Recall Healing. Bardzo się cieszyłam na wyjazd do Moskwy. Obowiązki warszawskie nie zawsze pozwalają mi poświęcić wystarczająco uwagi uczestnikom czy poznać terapeutę i jego metodę w działaniu. Ponadto umyka mi atmosfera wytworzona podczas zajęć, a tej nie zastąpi żadna opowieść.

Tak więc włożyłam sandały-gladiatorki i spakowałam czerwoną walizkę. Rzemień od buta pękł w momencie wsiadania do samolotu, na Domodiedowie odebrałam bagaż bez kółka. Widać w pewne podróże trzeba udać się boso i bez zbędnego balastu.

Moskwa przywitała nas upałami. Ostatni raz przy takiej temperaturze pracowałam nad sobą w 2001 roku w Silnej Nowej, przerabiając traumę narodzin. Zapowiadało się ciekawie…

Gilbert Agnieszka Piotr

Połączenia… Gilbert, Agnieszka, Piotr

Gościł mnie nasz inny terapeuta, Piotr Pałagin, a prywatnie mój przyjaciel. W jego domu pełnym miłości, gdzie niepodzielnie króluje żona, Agnieszka, syberyjskie koty urządziły sobie na czerwonej walizce posłanie. Gilbert powiedział, że to reminiscencja Marty, mej kosmicznej siostry. Przynajmniej w tej podróży nie byłam sama.

Towarzyszył nam także motyl. I na ulicach, i na zajęciach. Za każdym razem gdy widzę motyla, przypomina mi się opowieść Czuang-cy, twórcy taoizmu. Pewnego dnia śniło mu się, że jest motylem, a gdy się obudził, pierwszym co ujrzał, był motyl. Zaczął się więc zastanawiać, czy to on śni o motylu, czy sam jest snem motyla.

I zaczęło się. Przez trzynaście lat rozwoju osobistego (tak, on nigdy nie ma końca…) widziałam wielu terapeutów. Z niektórymi utrzymuję bliższe kontakty, do niektórych czasem trafiam, gdy nie potrafię nabrać dystansu do dość ważnego problemu, wreszcie są tacy, o których nie mówię. A jak jest z Gilbertem? Wiele poruszanych na jego zajęciach zagadnień jest mi znanych. Miałam szansę pracować nad nimi wcześniej, choć oczywiście jeszcze kilka lat temu wszystkie procesy działy się wolniej i wymagały więcej czasu. To jednak, co odróżnia go od innych, to to, że… świeci. Nie tylko na zdjęciach, ale i w rzeczywistości. Wydaje się, że kiedy zaczyna przeprowadzać z kimś uzdrowienie, płynąć zaczyna czysta, gorąca energia, która spływa nie tylko na uczestnika, ale – jak w przypadku sesji indywidualnych, które czasem tłumaczę – na samego tłumacza :) To tak jak utulenie przez Absolut. Dla mnie jest wyznacznikiem zestrojenia się z Najwyższą Energią i staniem się czystym kanałem uzdrawiającej energii.

Jakie elementy najbardziej zapadły mi w pamięć? Przykłady z depresją. Jeśli nie potrafimy planować – moja przyjaciółka podśmiewa się, że swoją śmierć zaplanuje ze mną, tak jestem zorganizowana – to tak, jakbyśmy nie potrafili widzieć się w przyszłości, jakbyśmy utknęli w jakimś martwym (dosłownie!) punkcie, gdzieś przy traumatycznym wydarzeniu. A przecież jesteśmy w ciele po to, żeby planować, zwłaszcza gdy jesteśmy zsynchronizowani i gdy mamy łatwość w materializacji tego, co zamierzone.

Drugi przykład to ciąża bliźniacza, gdzie jeden z płodów obumiera. Ten, który zostaje donoszony, żyje z konfliktem, wynikającym z przetrwania. Wtedy mówimy takiemu uczestnikowi, że właśnie dla tego nienarodzonego bliźniaka powinien żyć pełnią życia, powinien żyć za dwóch.

Najcenniejszym jednak elementem, jakiego było mi dane doświadczyć, była sesja, którą nawzajem urządzili sobie Piotr i Gilbert, a którą miałam zaszczyt tłumaczyć. Pomijając prezent w postaci niesamowitej energii, która mnie otuliła, przyglądałam się dwóm dojrzałym mężczyznom, którzy z wolą, szczerością i otwartością ruszyli w uzdrawiającą podróż, wyganiając swoje demony przeszłości. Wydarzenie to utwierdziło mnie w przekonaniu, że praca nad sobą nigdy nie ma końca. Co więcej, nigdy nie ma końca pojednaniu – ze sobą samym i wszystkimi elementami układanki, które nas dotyczą.

Pewnie też trening ten nie zapadłby mi tak w pamięci, gdyby nie uczestnicy. To była moja pierwsza podróż na Wschód, zazwyczaj bowiem trafiałam za Wielką Wodę, trochę przemieszkałam wśród frankofonów. Co tu dużo mówić – Moskwy się bałam (a może bardziej, że porwie mnie ukraiński Kozak)! Spotkałam się natomiast z niezwykle ciepłym przyjęciem. Pomimo pewnych trudności językowych wymiana informacji między mną a uczestnikami przebiegała w radości z wzajemną życzliwością. Właśnie proszę ich o podzielenie się swoimi wrażeniami w rosyjskiej zakładce naszej strony Recall Healing i dostaję wiele ciepłych słów, gdzie czuję, że moja obecność tam coś wniosła i pomogła stworzyć niezapomnianą, przyjazną atmosferę. Chciałabym, żeby wszystkie treningi, w których dane mi jest uczestniczyć, kończyły się tak lekką wymianą kosmicznej miłości.

 

Z miłością i radością,
Paulina Piotrowska
manager IWW